środa, 26 maja 2010

Super-bajka o super-aucie, cz. 2

W III kwartale tego roku ma ukazać się prototyp super-samochodu produkcji VenoAutomotive SA. Wprawdzie autko miało wyjechać na ulice w ubiegłym roku, ale nie wyszło, bo jak czytamy "rynek aut z segmentu supercars należy do tak bardzo konkurencyjnych, iż samochody, które nie są dopracowane do perfekcji nie mają racji bytu" (tekst). Sensacyjne spostrzeżenie. Ciekawe, że ludzie od produkcji auta od razu tego nie wiedzieli. A może nie chcieli wiedzieć.

Zdolność i chęci produkcyjne spółki określane zostały na 50 szt. Jeśli produkcja każdego egzemplarza miałaby trwać 2 lata, to mamy temat na najbliższe 100 lat...

A będzie o czym pisać, bo znamy kulisy powstania tego cacka.



Samochód został złożony w jednym z warsztatów na Dolnym Śląsku. Firma na początku działalności specjalizowała się w tuningu, by po paru latach zająć się produkcją... replik. Do dzisiaj wykonali kilka kopii aut sportowych Ferrari F50 i Ferrari355. Nie dziwi więc, że Veno postanowiło do nich pójść z zamówieniem. W końcu sami robią replikę, tyle że nie Ferrari, a Lamborghini Reventon (wystarczy przeczytać opinie osób z branży moto). W wywiadach prezes Veno wspominał o produkcji 50 szt. aut rocznie. Może być problem, bo owa firma kolejne repliki wykonuje 'z prędkością' 5 miesięcy / auto.

Wracając do supercara, to z naszych informacji wynika, że przy projekcie nie brał udziału żaden inżynier. Rama wykonana jest z najtańszej budowlanej stali, nadwozie to kiepskiej jakości laminat szklany przykryty grubą warstwą szpachli. Narazie samochód nie jest w stanie jeździć i wiele osób związanych z jego produkcją ma nadzieję, że nigdy nie pojedzie ze względu na bezpieczeństwo użytkowników. Wśród pracowników GK Veno autko miało nawet swój miły przydomek: "szpachelwagen".

To co zapewne Państwo widzieli w wywiadzie z bloggerem, to obrobione zdjęcie prototypu, który dziś już jest pocięty i znowu przerabiany. Choćby z tego powodu nie ma mowy o seryjnej produkcji samochodu.

Czy władze spółek z GK Veno zdają sobie sprawę z katastrofy projektu superauta? Zdecydowanie tak, dlatego firmę ma uratować inny samochód budowany tym razem za pieniądze akcjonariuszy AutoGroup SA - Stealth B6 i Stealth B7.

Jako że obecny egzemplarz superauta jest atrapą zbudowaną z najtańszych materiałów i na razie niezdolną do jazdy, to założono inną strategię. Przede wszystkim Panowie z GK Veno i Blumeranga PRE IPO chcą ten wymęczony egzemplarz pokazać społeczeństwu. Ale ponieważ nie ma żadnych szans na produkcję następnych sztuk, to znaleźli inny gotowy samochód, czyli Stealth B6. On ma posłużyć jako odwrócenie uwagi od katastrofy, w którą przez ostatnie dwa lata spółki GK Veno ładowały pieniądze inwestorów.

Gdy drobni akcjonariusze zobaczą Stealth B6 i jego zmodyfikowaną wersję czyli Stealth B7, to zapomną o superaucie, bo całkiem się w tym pogubią. Pan prezes sprytnie opowie o zmianie koncepcji i tyle. Ile to już zmian było, ile dodatkowych emisji. Wszystko szło jak po maśle, to pójdzie po raz kolejny,

Co ciekawe, jak się dowiedzieliśmy z innego źródła, B6 i B7 będą mogły być produkowane dzięki temu, że AutoGroup SA odsunęło Łukasza Tomkiewicza od projektu. "Oni nie są idiotami" - usłyszeliśmy.

PS. Dane adresowe warsztatu produkującego repliki na razie pozostaną naszą tajemnicą. Wszystkim podekscytowanym debiutem superauta i liczącym na "odpał" polecamy inwestycje w warsztaty produkujące repliki. Te firmy mają na koncie kilka, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt wyprodukowanych superaut. Bez wchodzenia na NewConnect.

1 komentarz:

  1. dobra robota. kręć ten temat na maxa. niech ludzie wiedzą co tam sie dzieje ! pozdro

    OdpowiedzUsuń