Wydaje się, że ludzie z GK VENO zidentyfikowali kolejnego wroga. Do szerokiego grona niepoprawnych dziennikarzy, (byłych) pracowników, (byłych) partnerów biznesowych, akcjonariuszy skłonnych działać na szkodę spółki (czyli tych, którzy zadają pytania) oraz blogerów dołączyli tym razem pracownicy Działu Emitentów GPW.
Oto bowiem od początku tego roku postanowiono upubliczniać pytania i uwagi, jakie zgłasza do dokumentu informacyjnego Arrinery Automotive SA Dział Emitentów warszawskiej giełdy.
Pytanie - dlaczego dopiero teraz? W końcu drafty dokumentu trafiły do GPW dobrych kilka miesięcy temu. Czy wtedy zgłaszane uwagi były niewygodne, aby je opublikować? Świadczyły o słabej jakości dokumentu? No i najważniejsze: czy w ten sposób spółka chce wywrzeć presję na Giełdzie Papierów Wartościowych?
Na pewno udało się podburzyć inwestorów przeciwko Działowi Emitentów. Na forach internetowych wrze. Tylko czy warto iść tą drogą? Czy w ten sposób prowadzić potyczkę z GPW?
Tymczasem samo VENO daje powody do zadawania kolejnych pytań. Ot choćby cele ostatniej mega emisji. Spora kwota miała zostać przeznaczona na dofinasowanie projektu w Arrinerze. Tymczasem ogromna część pozyskanego kapitału została wytransferowana na Cypr. Skąd organa nadzoru mają mieć pewność, że cele emisyjne zostaną spełnione?
Narazie wygląda to tak, że spółka postawiła się w roli ofiary i zaczęła chodzić na skargę do akcjonariuszy: "Zobaczcie, tak się staramy, a oni znowu mają do nas pytania". Problem w tym, że "oni" są od zadawania pytań, a Arrinera od odpowiadania. Żadne skargi i buntowanie nie pomogą. Przecież w końcu wszystko zostanie wyjaśnione i do debiutu dojdzie. Byleby do tego czasu nie spalić wszystkich mostów prowadzących na GPW...