Pokazywanie postów oznaczonych etykietą supercar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą supercar. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 stycznia 2012

Pokaż kotku, co masz w środku

Dotarły do nas ciekawe informacje dotyczące technicznych szczegółów supercara. Tych prawdziwych szczegółów, a nie wyimaginowanych podawanych na stronie Arrinery (te narazie trzeba traktować jako zabieg marketingowy). Informacje pochodzą od osób bezpośrednio pracujących przy prototypie, więc nie mamy powodów by im nie wierzyć. 

W końcu, to że nie zapłacono wielu osobom za kilka miesięcy pracy, źle o nich nie świadczy (ot, zaufali prezesowi, że będzie zapłacone). Powinni się tu wstydzić i tłumaczyć "bądź, co bądź prezesi spółki tworzącej pierwszy polski supersamochód" (cytat z pamięci tłumaczący dlaczego Arrinera musi leasingować auto kupione za prawie 200.000 PLN).

Otóż jak się okazuje w prototypie Arrinery nie ma silnika od Corvetty, jak podają obaj prezesi. Wsadzono tam silnik wyciągnięty z Audi. Używane Audi kombi zakupiono za ok. 30.000 PLN. Poza tym z tegoż Audi użyto zawieszenia, zapewne także skrzyni biegów, no i oczywiście zegary.

Co ciekawe zrezygnowano z przechowywania samochodu na warszawskim Tarchominie. Obecnie auto jest w Kobyłce pod Warszawą w wynajętym garażu. Może wkrótce podamy dokładny adres i wybierzemy się w odwiedziny?

Auto oczywiście stoi w całości, bo nic się z nim nie dzieje. Nie dziwi więc, że zwolniono wszystkich pracowników. A raczej pożegnano się z nimi, bo zwolnić można kogoś, kogo się zatrudnia. Dwie osoby, które rzekomo są nowym nabytkiem pracowały przy aucie wcześniej. Po prostu teraz zatrudnieni są w zgodzie z prawem pracy.

Tyle świeżutkich informacji z racji posuchy ze strony spółek... 

  

wtorek, 20 września 2011

Zaczynamy zabawę w superbajkę od nowa?


Wersja produkcyjna polskiego supersamochodu o nazwie Arrinera ma mieć całkowicie odmieniony wygląd w wersji produkcyjnej. Premiera wersji końcowej auta ma się odbyć na przełomie czerwca/lipca przyszłego roku.

Arrinera zapewnia, że nowy wygląd auta będzie 100% hitem. Będzie on o niebo bardziej nowoczesny i zaokrąglony, a nikt już nie będzie nazywał polskiego auta „polskim Lambo”. Prace nad nowym designem trwały równolegle z pracami nad prototypem. 



Jeśli powyższa informacja jest prawdziwa, w co trudno nawet nam uwierzyć, to okazuje się, że superbajka o superaucie zaczyna się kręcić na nowo. Mimo, że nad obecną wersją auta pracowali "najlepsi projektanci", a projekt nadzorował "najlepszy z prezesów", to całość kończy się klapą? 

Przepraszamy, ale jak nazwać inaczej to, co w efekcie niesie powyższa wiadomość?

Przecież Arrinera w obecnej wersji wcale nie jest na budowlanych profilach. Przecież jest znakomicie przygotowana i bezawaryjna. Przecież nigdy nie była krojona, łatana, krojona i znowu łatana. Przecież nie doklejano jej naprędce dachu. Przecież jest tyle patentów na wygląd i prawnicy Lamborghini nie będą mieli się czego czepić. Przecież prezes otrzymał tyle e-maili z ofertami na zaliczki. Przecież obecna Arrinera, to prototyp i wymaga tylko kosmetycznych poprawek.

I w końcu: przecież wszystko, co pisaliśmy o wielkiej amatorszczyźnie w budowie auta, braku wiedzy i umiejętności, to kłamstwa i manipulacje!

A teraz zaczyna się nowy serial? Nowe terminy, prototypy, umowy, emisje itd. itd. Jeśli to prawda, to czy tak ważna informacja nie powinna ukazać się w raporcie EBI kilka tygodni temu? Nie jako wiadomość ważna dla spółki, ale kluczowa dla jej przyszłości!

I tylko szkoda ponad 3 milionów złotych, które rozeszły się między palcami. Szkoda, bo to pieniądze inwestorów z kolejnych emisji akcji.

piątek, 29 lipca 2011

Arrinera ma 4 koła i jeździ

Akcjonariat spółki VENO jest doprowadzony do stanu, w którym jeżdzące auto jest wynoszone do rangi wynalezienia - nomen omen - koła. W sumie jest to jakaś metoda, by doprowadzić inwestorów do skrajnego braku zaufania do spółki. Wtedy pokazanie auta w ruchu urośnie do rangi wielkiego wydarzenia. Ponad miesiąc temu napisaliśmy:

Obok problemów z silnikiem i elektroniką, nad którą prowadzone są prace (być może już z jakimś sukcesem) - w samochodzie prawidłowo nie otwierają się drzwi... Stąd kolejny brak choćby jednego zdjęcia z pokazu, gdzie drzwi są efektownie otwarte do góry.

Istnieje poważny problem z drzwiami projektowanymi do modelu cabrio (zdjęcia prezentowaliśmy w poprzednich tygodniach - zawsze był to model bez dachu). Ponieważ Lee Noble od razu po oglądnięciu samochodu skreślił cabrio, to dach po prostu dospawano. Domyślamy się, że już nie było czasu na właściwe spasowanie elementów. Również praca nad tym elementem trwa w najlepsze, szczególnie, że obiecane były zdjęcia z helikoptera miesiąc po prezentacji auta.

Czekamy na efekty...

Doczekaliśmy się efektów, bo na firmowym blogu pokazano auto poruszające się po drodze. Awaria związana z elektroniką silnika została - tak jak sygnalizowaliśmy miesiąc temu - opanowana. Sporo jest też zdjęć z otwartymi drzwiami. Ciekawe skąd takie nagromadzenie... A jeśli to takie efektowne, to czemu nie widzieliśmy ich na pokazie ponad miesiąc temu? :)

Na sławetnej prezentacji obiecano film z helikoptera w ciągu miesiąca. No to czekamy na efektowny filmik z powietrza.


sobota, 23 lipca 2011

Więc im on jest droższy ten samochód...

Czy można napisać bardziej konkretnie?


Chciałbym przeczytać te kilka emaili na tydzień, jakie przychodzą do prezesa. Założę się, że znam już dwa. Jeden to “ENLARGE NOW BEST CIALIS PILLS”, a drugi – “Hello, I’m John Keke Wango from Nigeria. My deceased brother has deposed 15 millions billions of dollars…” andso on.


Ponawiam zatem pytanie: po co jest ten miś samochód? Nikt nie wie, więc nie trzeba się obawiać, że ktoś zapyta. A pan prezes, jako konsultant, dostaje pewnie od niego 20% ogólnej sumy kosztów, więc im on jest droższy ten samochód, tym… koniaczek? Podwójny!


A tutaj pierwowzór. Jak widać Bareja wiecznie żywy. Również na NewConnect.


Miś: Powiedz mi po co jest ten miś?
Hochwander: Właśnie, po co?
Miś: Otóż to! Nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie - mówimy - to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo i nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji, który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu i co się wtedy zrobi?
Hochwander: Protokół zniszczenia...
Miś: Prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach.
[Hochwander chwyta za butelkę koniaku]
Miś: Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie! Nie stać cię! Ty musisz oszczędzać!
Hochwander: Słuchaj Rysiek! Ty nie bądź taki demagog! Jak ty robisz kombinacje to jest wszystko dobrze, a jak ja coś zaproponuję... to mi robisz szkolenie...
Miś: Ja kombinacje? Powiedz mi jedna, a dam ci wypić cała butelkę koniaku. No?
Hochwander: Daj mi pięćdziesiątkę!
Miś: No mów!
Hochwander: A kto nakręcił aferę z fałszywym bratem? Przerwałem zdjęcia, ogłoszenie. Kosztowało mnie to ponad trzysta tysięcy.
Miś: Ciebie?
Hochwander: Pieniądz jest pieniądz! Kilkaset tysięcy, za niepewne kilkaset dolarów i to jak ciotka będzie miała gest. I to według Ciebie jest w porządku!
Miś: Janek, nie mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów walutowych. Nie bądźmy Pewex`ami. Dostajemy za tego misia, jako konsultanci 20% ogólnej sumy kosztów i już. Więc im on jest droższy, ten miś tym... no? Koniaczek?
Hochwander: Podwójny...Stać mnie!

Żródło 



wtorek, 21 czerwca 2011

Kulisy prezentacji superauta Arrinera

Dotarliśmy do ciekawych szczegółów słynnej prezentacji prototypu. Jak wszyscy już wiedzą i zdążyli to w odpowiedni sposób skomentować podczas pokazywania auta nie uruchomiono nawet silnika. Nie podano konkretnych przyczyn załaniając się dawkowaniem (???) emocji. Dobrze, że nie przyjechała tylko lewa połowa supersamochodu...

Prawda jednak jest nieco inna i nie jest nią dawkowanie emocji (chyba, że negatywnych). Nasi informatorzy znają przyczynę: w dniach poprzedzających prezentację nie udało się podłączyć prawidłowo elektroniki sterującej silnikiem. Stąd wzięło się żenujące przepychanie auta z lawety na trawnik przez kilku osiłków.

Trudno cokolwiek powiedzieć o profesjonalizmie zespołu, ale chyba zwykłe przyznanie się prezesa do przejściowych problemów byłoby lepsze od chowania głowy w piasek. Tym bardziej, że prawda zawsze wypłynie gdzieś z boku. No i wypłynęła...

Obok problemów z silnikiem i elektroniką, nad którą prowadzone są prace (być może już z jakimś sukcesem) - w samochodzie prawidłowo nie otwierają się drzwi... Stąd kolejny brak choćby jednego zdjęcia z pokazu, gdzie drzwi są efektownie otwarte do góry.

Istnieje poważny problem z drzwiami projektowanymi do modelu cabrio (zdjęcia prezentowaliśmy w poprzednich tygodniach - zawsze był to model bez dachu). Ponieważ Lee Noble od razu po oglądnięciu samochodu skreślił cabrio, to dach po prostu dospawano. Domyślamy się, że już nie było czasu na właściwe spasowanie elementów. Również praca nad tym elementem trwa w najlepsze, szczególnie, że obiecane były zdjęcia z helikoptera miesiąc po prezentacji auta.

Czekamy na efekty...


czwartek, 9 czerwca 2011

Arrinera, czyli coś za co najmniej 3.000.000 PLN

Tyle kosztował inwestorów zaprezentowany dziś prototyp supercara. Prezentacja opóźniła się o prawie 3 lata, więc dzisiejsze półtoragodziny jest chyba bez znaczenia. Oddaje zaś całokształt składanych obietnic i podawanych terminów.

Jako, że też tam byliśmy - śledczych proszę o dochodzenie w jakiej postaci - prezentujemy fotkę z "przyjazdu" Arrinery. Niestety po trawniku musiała poruszać się siłą męskich rąk, a nie koni mechanicznych. Czekamy w takim razie kolejny rok i następną prezentację...

Chyba, że nowy nabytek w postaci angielskich wspólników okaże się równie chybiony co "niewyuczeni polscy pracownicy i inżynierowie".

środa, 1 czerwca 2011

Dokument informacyjny Arrinera Automotive SA

Ponieważ na każdym kroku spółka VENO informuje o tym, jak ważny jest dla projektu supercara prezes Arrinera SA, p. Łukasz Tomkiewicz, to mamy nadzieję, że w Dokumencie Informacyjnym, w rozdziale RYZYKO znajdą się wszystkie zagrożenia związane z emisją i realizacją strategii.

Również informacja o zarzutach prokuratorskich i toczącym się postępowaniu przeciwko prezesowi Tomkiewiczowi. Skoro to tak niezastąpiony fachowiec, to w wypadku udowodnienia winy i wyroku skazującego, cały projekt pod hasłem Veno Automotive (dzisiaj Arrinera) może się zawalić.

Uprzedzając standardowe zarzuty o jakieś niby kłamstwa et cetera, et cetera, proszę wstrzymać się z ocenami do publikacji Dokumentu Informacyjnego. Jeśli analiza ryzyka nie będzie kompletna i niewygodne fakty zostaną ukryte przed inwestorami, to odpowiednie zgłoszenie otrzymają instytucje rynku kapitałowego oraz autoryzowany doradca (oczywiście i Państwa zapoznamy z treścią).


piątek, 20 maja 2011

Arrinera Automotive S.A.

Czy pod presją forumowiczów, bloggerów, dziennikarzy i prokuratury spółka oraz jej ludzie chcą się zmienić i rozpocząć uczciwe życie i uczciwy biznes? Nigdy nie jest za późno... Co o naszych anty-bohaterach wie Lee Noble? Spróbujemy się nad tym wkrótce zastanowić...

 

wtorek, 26 kwietnia 2011

Z cyklu: Świat się śmieje

Na miejscu drugim uplasowała się spółka Veno. „Robimy ekskluzywny samochód sportowy, piekielnie szybki, piękny i podrasowany w wersji roadster oraz coupé. Opływający w bajery —zapewnia Arkadiusz Kuich, prezes Veno” („Puls Biznesu”, 23.07.2008). Te słowa obiegły media tempem, którego pewnie nie powstydziłby się projektowany samochód. Nad Wisłą zapachniało luksusem i wielkim światem, oto Rzeczpospolita miała mieć swoje Ferrari.

Trzeba pamiętać przy tym, ze Veno to nie General Motors, tylko fundusz typu private equity, inwestujący kapitał w projekty, takie jak opisany powyżej samochód Jamesa Bonda. Pozostałe inwestycje Veno nie są tak spektakularne, za to zostały wymiernie wycenione przez rynek. Na pierwszej, bardzo dziwnej, dodajmy, sesji za walory płacono nawet 2,18 zł, ale także… 27 groszy – ostatecznie kurs zameldował się na zamknięciu na poziomie 80 groszy. Nawet jak na NewConnect jest to zmienność „znacząca”.

Od tego czasu kurs systematycznie spadał i osiągnął dno na poziomie 2 groszy za walor. Zdarzały się okresowe korekty nawet do poziomu 18 groszy, ale walor szybko wracał na należne mu miejsce. A samochód?: „Obecny etap prac jest już wysoce zaawansowany, a ukończenie prototypu jest planowane już wkrótce.” - podaje strona internetowa spółki. I tak niezmiennie od 3 lat, podczas gdy kurs wesoło „szura” po dnie.

poniedziałek, 14 marca 2011

VenoCar - historia kłamstwa okiem aparatu foto, cz. 2

Niespodzianka dla wszystkich fanów superpojazdu. Poniżej kolejne zdjęcia samochodu z tajnego warsztatu, w którym odbywa się budowa prototypu. Nawiasem mówiąc - jak pouczył nas w komentarzu jeden z Czytelników - prototyp nie jest najlepszą nazwą, która miałaby oddać stan projektu.

Prototyp to jest przedprodukcyjna wersja finalnego produktu(w jego zamierzonych technologiach, w zasadzie jest to tzw przedprototyp testowy wypuszczany w nastu wersjach do celów badawczych, poprawek itp). Zgodnie z tym co jest na stronie VENO CARA to to co tu widać można najwyżej nazwać makietą, statyczną puki co a jak dadzą silnik to może i pojedzie ale będzie tylko makietą, lub inaczej conceptcarem. Ze zdięć wynika że nie ma jak w zapowiedziach monocoque i ramy z laminatów o zmiennych przekrojach profili, ram jest zwykłą kratownicową stalówką od kitcara, i cała makieta nie wychodzi technologicznie ponad tzw. KITCAR, czyli garażowa zabawka o wyglądzie znaczącym więcej niż cała reszta. Dla przykładu pokazuje projekt stworzony tak jak miał być według zapowiedzi VENO, czyli przy zastosowaniu technologi porównywalnych z innymi firmami a nie panem Heniem z garażu.

http://www.autoblog.com/photos/de-macross-gt1/#3958224


Dość jednak teorii, poniżej kolejne zdjęcia. Można przyjrzeć się, jak z bliska wygląda "zastosowanie najwyższych technologii, których wymaga supercar". Mamy nadzieję, że nie zdradzamy zbyt wiele, bo przecież na Veno Automitive czyhają "firmy specjalistyczne, które wykorzystują technologie oraz materiały stosowane przy produkcji superaut." Dbałość o szczegóły, elementy z aluminium, dokładność co do milimetra... Poniosło nas - po prostu czytaliśmy (i cytowaliśmy) wyjaśnienia prezesów VA oraz Veno dotyczące kolejnych opóźnień.

Uprzedzając dociekliwe pytania niektórych Czytelników informujemy, że autorem wszystkich zdjęć jest Adam Nowak.

Zdjęcia z września 2010 roku:



  

piątek, 11 marca 2011

VenoCar - historia kłamstwa okiem aparatu foto

Najlepszym wstępem do artykułu, byłoby w tym miejscu przypomnienie wywiadów udzielanych przez prezesów Veno i VA oraz komunikatów płynących ze spółek. Bardzo ważny jest czas kiedy informacje były wypuszczane gawiedzi... Ponieważ pisaliśmy już o tym nie raz, proszę samemu sięgnąć do archiwum i sprawdzić kiedy szanowni Panowie informowali o rozpoczęciu sprzedaży auta, datach debiutu, stanie budowy auta (od zawsze na ukończeniu), wysokich technologiach itd. itd.

Poniżej unikalny fotoreportaż, który ujawnia całą prawdę o stanie, w jakim znajdował się ówcześnie prototyp. W pełnym świetle pokazuje "prawdomówność" kadry zarządzającej, która jawnie wprowadzała akcjonariuszy w błąd - tak w komunikatach giełdowych, jak i wywiadach czy bezpośrednich spotkaniach (jak to w hotelu Sheraton na początku 2010 roku, kiedy trzeba było pozyskać pieniądze od inwestorów).

W żaden sposób nie komentujemy zdjęć, nie komentujemy warunków, w jakich auto jest projektowane oraz wykorzystywanego sprzętu czy materiałów. Proszę ocenić samemu. Proszę skonsultować wyposażenie i metody w najbliższym warsztacie samochodowym...

Zdjęcia z maja 2008 roku:










Zdjęcia z grudnia 2009 roku:



Zdjęcia z kwietnia 2010 roku:



 
Zdjęcia z maja 2010 roku:





poniedziałek, 7 marca 2011

Super-bajka o super-aucie, cz. 11

Zapewne znajdą się tacy, którzy nadal nie rozumieją co dzieje się w Grupie Kapitałowej Veno. Podobno "świeci nad nią słońce". Postanowiliśmy więc założyć okulary (oczywiście przeciwsłoneczne) i przyjrzeć się mądrościom wypisywanym na witrynie firmy Veno Automotive S.A.

Dziękujemy za współpracę wszystkim, którzy osobiście zetknęli się z budową superauta (biorąc pod uwagę długą historię i to jak się traktuje współpracowników - jest ich coraz więcej). Uwaga: tekst może być nudny dla osób, które nie znają się na aspektach technicznych, a wolą jedynie słówka w rodzaju "odpał", "naganiacze" itd. itp.




„Jednym z głównych celów było uzyskanie dokładności poszczególnych elementów rzędu setnych części milimetra i z tego też powodu większość elementów  zaprojektowano z wykorzystaniem profesjonalnych systemów typu CAD: programu CATIA służącego do wspomagania prac inżynierskich w przemyśle lotniczym oraz programu SolidWorks służącego do modelowania projektowanego urządzenia jako modelu 3D.”




Otóż, aby zapewnić superdokładność laminat poliestrowo szklany ma grubość 5-6 a nawet 10mm. Kładziony był ręcznie do wykonywanych form zrobionych według ręcznie (!) zrobionych modeli w warsztacie pod Wrocławiem. Jeśli spółka zatrudnia zegarmistrzów, to jeszcze ma to uzasadnienie... Dodatkowo całość przykryto grubą warstwą szpachli poliestrowej mocno później szlifowanej.
Program CATIA, to oddzielny wątek. Obawiamy się, że nawet gdyby spieniężono cały majątek VA to firmy nie stać by było na program CATIA. (pełna wersja Catia V5 kosztuje około 100.000$). Skoro jednak można zrobić "piracką" wersję Lamborghini, to czemu nie na podobnym oprogramowaniu (ma to nawet głębszy sens :) )




„Proces ten uwzględniał także wyliczenia dotyczące wytrzymałości silników o mocach ponad 1000 KM.”




Pytamy - kto i kiedy robił takie wyliczenia? Nikt nigdy nie zdołał nawet przenieść do komputera tego czegoś dumnie nazywanego ramą, a co dopiero obliczyć jej wytrzymałość. To nie rama, a plątanina profili pospawana bez ładu i składu. Gdyby wyciąć połowę to i tak dałoby się jechać. Ciężka, bo zbudowana z najgorszej dostępnej stali rama. Równie dobrze można napisać, że jest obliczona nawet na turbinę gazową o mocy 10 MW.




„Rama zaprojektowana z wykorzystaniem programów CATIA i SolidWorks, powstała z elementów aluminiowych oraz z włókien węglowych, a także z rur z wysokowytrzymałej stali o zróżnicowanym przekroju. Nadwozie wykonane jest z kompozytów węglowych i kewlarowych.”




Oszustwo, bo rama nie widziała aluminium. Wysokowytrzymała stal i rury o zmiennym przekroju? Kolejna bzdura, bo to stalowe profile 40x60, 60x80, 80x80 o ściance 3-4mm. Owa stal to St2 i na mrozie lubi pękać. Radzimy więc nie sezonować tego VenoMobila pod chmurką (jak legendarnej Corvetty), bo na wiosnę "auto" będzie nie do poznania.




„Wszystkie elementy wykonane są ze skóry najwyższej jakości, delikatnie połyskującego aluminium i włókna węglowego.”




Ta skóra to zwykły skaj (przynajmniej w prototypie). W czasie wykonywania zdjęć nędznie zwisający, ale po małym retuszu sprzedany inwestorom (pod hasłem pierwszych nieoficjalnych zdjęć prototypu).




„Przód poprowadzony jest przy samej ziemi, co niezwykle poprawia właściwości aerodynamiczne. Dwa ogromne wloty powietrza sprawiają, że pęd powietrza utrzymuje samochód przy asfalcie, chłodząc jednocześnie rozgrzane hamulce.”




Nikt tak naprawdę nie wie jakie własności aerodynamiczne może mieć ten samochód. Nikt w spółce się jeszcze nad tym nie zastanawiał. Warto dodać, że wspomniane „wloty powietrza” to na obecnym etapie tylko atrapy. Tak więc nie trzymają samochodu przy asfalcie ani nie chłodzą hamulców.


Podsumowując: jest tak, że niektórzy kłamstwo nazywają kłamstwem. Inni, którym kłamstwo zbytnio weszło w krew, szukają zamienników, w tym przypadku znaleźli magiczny zlepek: „zabieg marketingowy”. Ten zabieg był tak realistyczny, że nawet twórca pomysłu – prezes Veno Automotive S.A. Łukasz Tomkiewicz - w to uwierzył.

Jak informują jego byli współpracownicy i podwładni, to właśnie on zlecał kopiowanie geometrii Lamborghini Reventona przy projektowaniu nadwozia. Zlecał także wykonywanie rysunków Venocara na podstawie zdjęć Reventona oraz kazał sobie kupić zdalnie sterowany model Reventona (!!!). Czym jeszcze zaskoczą nas menedżerowie z GK Veno?


PS1. Wkrótce zapraszamy na "fotoreportaż" z budowy superauta. Będzie ciekawie...
PS2. Osoby chętne to tłumaczenia tekstów bloga na język angielski lub niemiecki proszone są o kontakt: venowatch@gmail.com

środa, 5 stycznia 2011

Chińska zupka, czyli g... z mózgu, cz 2.

W nawiązaniu do naszej notatki sprzed 2 miesięcy poniżej informacja prasowa. Czy wymaga to jakiegoś komentarza? Szkoda czasu, wszystko, co o tym myśleliśmy - napisaliśmy kilka tygodni temu...

 _____________________________

Veno: Auto powstanie później

Inwestor z Państwa Środka nie zaangażuje się w projekt VenoCara

W środę upływa termin wyłączności na negocjacje w sprawie znaczącej inwestycji w spółkę zależną Veno, Veno Automotive, przyznany przez notowaną na NewConnect firmę inwestorowi z Chin. Pragnący zachować anonimowość podmiot z Kraju Środka miał być zainteresowany znaczącą inwestycją w Veno Automotive, opracowującym projekt sportowego samochodu VenoCar lub zawiązaniem joint venture, które miałoby się zająć produkcją auta.

Z naszych informacji wynika, że do polsko-chińskiego mariażu nie dojdzie. Arkadiusz Kuich, prezes Veno, proszony o komentarz w tej sprawie poinformował nas, że wraz z upływem wyłączności spółka poinformuje o rezultatach negocjacji.

Informacje o rozmowach z chińskim inwestorem przełożyły się na skokowy wzrost zainteresowania akcjami Veno i to pomimo tonujących nastroje komentarzy władz spółki. Na pierwszej sesji po publikacji komunikatu w tej sprawie właściciela zmieniło ponad 48 mln akcji (15 proc. kapitału).

Prezes Veno podkreśla, że rezultat negocjacji z Chińczykami nie będzie miał wpływu na krótkoterminowe plany Veno Automotive. – Firma ta z emisji akcji pozyskała środki na kontynuowanie prac nad prototypem. Trwają przygotowania do debiutu spółki na NewConnect. Nastąpi on po prezentacji auta – informuje Kuich. Veno Automotive jesienią podwyższyło kapitał z 0,6 mln zł do 2,3 mln zł, emitując 17,2 mln akcji o nominale 0,1 zł. 14,6 mln walorów objęło po nominale Veno w drodze konwersji pożyczki. Reszta trafiła do nowych inwestorów. Po jakiej cenie sprzedawane były akcje? – Wyższej od nominału – mówi jedynie Kuich.

W lutym 2011 r. miną trzy lata od rozpoczęcia prac nad projektem VenoCara. Termin ukończenia prac nad prototypem był już kilkakrotnie przesuwany. Ostatnio Veno informowało, że premiera auta nastąpi w I kw. 2011 r. Z naszych ustaleń wynika jednak, że w tym terminie nie uda się raczej ukończyć prototypu. Prezes Kuich unika deklaracji w sprawie ostatecznego terminu zamknięcia projektu.


 

wtorek, 30 listopada 2010

Super-bajka o super-aucie, cz. 10

Ciekawa to praktyka, że firma mająca ambicje wyprodukować samochód segmentu supercar, zaprasza na "prezentację" wczesnego prototypu, dziennikarza gazety, która traktuje o... rynkach kapitałowych. Jest to o tyle ciekawe, że prezes spółki, która de facto jest na giełdzie notowana, od produkcji auta się odżegnuje ("Nie robimy superauta"), a spółka która produkcję prowadzi, na ową giełdę wybiera się z oporami (wielokrotnie przesuwany termin debiutu).

Pytanie chyba należałoby postawić inne: czy dziennikarze czasopism traktujących o motoryzacji pozostawiliby na prototypie suchą nitkę?

Czy redaktorzy potraktowaliby poważnie zdanie o przypadkowości podobieństwa z Reventonem i nie zechcieli drążyć tematu praw autorskich i korespondencji z prawnikami z Lamborghini?

Czy w ogóle nie interesowałyby ich właściwości jezdne, podstawowe testy bezpieczeństwa, atesty, starania o dopuszczenie do ruchu itd.?

Czy nie byliby zainteresowani jakąkolwiek dokumentacją techniczną, rysunkami techniczymi i projektami?

Czy nie chcieliby porozmawiać z inżynierami pracującymi przy projekcie? Sprawdzić ich doświadczenie, osiągnięcia i wykształcenie.

I na koniec pytanie fundamentalne (plus mały news): czy redaktorzy z czasopism o autach także nie zauważyliby, że na użytek "prezentacji" brakujące elementy nadwozia uzupełniono kartonem, szpachlą i lakierem? Czy takie odkrycie zostałoby przemilczane czy raczej wyśmiane i poddane krytyce? Czy dziennikarz motoryzacyjny puściłby płazem zrobienie go w yoyo.pl?


poniedziałek, 29 listopada 2010

Super-bajka o super-aucie, cz. 9

Choć trudno w to uwierzyć - kolejny termin prezentacji auta zostaje niedotrzymany. Wydawało się, że tym razem, to faktycznie może być ta ostateczna data i wymęczony prototyp auta zostanie pokazany. Nic z tego. Zamiast tego dowiadujemy się o kolejnym kwartale. Tym razem kwartał jest w roku 2011. Zresztą informacja podana dość ostrożnie i z rezerwą ("Liczymy, że będziemy mogli zaprezentować go w I kwartale 2011 r. – mówi Tomkiewicz."), co powoduje, że nawet mega-optymistom mogą opaść ręce...

Czego jeszcze dowiadujemy się z tekstu, który został opublikowany w Gazecie Giełdy Parkiet? Przede wszystkim tego, że VenoCar istnieje. No, ale to wiemy od dawna. Nie wiedzieliśmy tylko, że nadal znajduje się w fazie nie nadającym się do prezentacji. Z listy rzeczy do wykonania nie wygląda to najlepiej: "(...) konieczne jest dokończenie prac nad elementami nadwozia i elektroniką, wykończenie wnętrza i lakierowanie auta.". Wygląda na to, że prezentacja auta może się zbiec dopiero z Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej (swoją drogą można znakomicie połączyć marketingowo oba wydarzenia).

Dowiadujemy się również, że na superauto nie ma jeszcze ani jednego - choćby potencjalnego - klienta. Z tego powodu nie wiadomo czy w ogóle zostanie podjęta próba zbudowania egzemplarza na sprzedaż. Dziwne, bo przecież kilka lat temu spółka rozpoczęła proces sprzedaży (Raport 34/2008). Panowie Kuich i Tomkiewicz twierdzili nawet, że mają skrzynki e-mailowe wypełnione klientami... Chyba jakiś dziwny wirus wykasował korespondencję. Pech!

Tak czy siak "(...) jeżeli znajdą się chętni na kupno auta, produkcja ma ruszyć już w innym miejscu" choć, co wiele bardziej ważne "dalszy los projektu zależny jest od zainteresowania autem. – Nie rozpoczniemy produkcji VenoCara bez otrzymania zamówień potwierdzonych zaliczką". Przy okazji pytanie od nas: czy na superauto przyjmują Państwo w rozliczeniu weksle?

I na koniec element humorystyczny, czyli przypadkowe, bliźniacze podobieństwo VenoCara do włoskiego Lamborghini Reventona: "Projektanci auta zapewniają (...), że podobieństwo nie było zamierzone, a oba modele będzie różnić wiele szczegółów". To chyba już zaczynamy rozumieć dlaczego produkcję auta najlepiej zlecić komuś w Chinach. Nikt, tak jak oni, nie zna się na podróbkach...


sobota, 20 listopada 2010

Super-bajka o super-aucie, cz. 8

Po raz kolejny u naszych biznesmenów zaczyna robić się nerwowo. Tydzień temu w firmie Veno Automitive S.A. pracownik, na którym opierał się projekt VenoCara nie wytrzymał tego, co się dzieje i powiedział p. Łukaszowi Tomkiewiczowi, że jest głupi (wersja delikatna) i... wyszedł. Posyłanie inwektyw nie najlepiej świadczy o całym projekcie i ewentualnym sukcesie.

To jednak nie wszystko - okazało się, że w każdej chwili Straż Pożarna może zamknąć garaż ("zakład produkcyjny"), bo w nieodpowiednich warunkach składowane są materiały łatwopalne.

W ostatnich dniach p. Tomkiewicz w bardzo szybkim tempie ów garaż wraz z całą zawartością ubezpieczał. Dopiero teraz! Złośliwi twierdzą, że spodziewa się pożaru. Taki pożar, to prawdziwa "tragedia" dla całego projektu - tuż przed oczekiwanym debiutem TRACH! Nieznani sprawcy spalili wart wiele milionów prototyp VenoCara, a wraz z nim formy, dokumentację, komputery i zdjęcia. Zapewne ludzie złej woli lub konkurencja z Rosji. A przepraszamy - Marussia, to nie jest żadna konkurencja.


poniedziałek, 18 października 2010

Chińska zupka, czyli g... z mózgu

Serial trwa. Mamy oficjalną informację nadaną w systemie EBI. Otóż są tajemniczy inwestorzy, którzy uzyskali na wyłączność możliwość zainwestowania w Veno Automotive (tak jakbyśmy byli informowani, że ktoś inny też jest zainteresowany). Pomny wcześniejszych doświadczeń i zagrożeń o posądzenie o manipulacje kursem, p. prezes szybko dopisał na stronie firmowej, że "za wcześnie jest jednak przesądzać jakim wynikiem zakończą się negocjacje." Cóż, phanta rei...

Być może kierunek chiński po spaleniu pomysłów brytyjskich (Heros Capital) i cypryjskich (Namiron Investments), to nowy pomysł na tajemnicze firmy zainteresowane inwestycjami w VENO. Jak wiadomo prezes robi interesy tylko z tymi którym ufa. Czyli chińską spółkę założył ktoś z duetu Marek Tomkiewicz i Andrzej Wojno?

Z drugiej strony, jaką straszną niefrasobliwość wykazali menedżerzy z Blumeranga sprzedając 5 proc. akcji w momencie, gdy trwały negocjacje z "Chińczykami". Trudno uwierzyć, że zasiadając w RN Veno nie mieli żadnej wiedzy o toczących się "rozmowach" (tudzież ich przełożeniu na przyszły kurs).

Poniżej przypominamy kilka innych rewelacyjnych informacji ogłaszanych w raportach EBI odnośnie negocjacji w sprawie spółek VENO i Veno Automotive. Pamięć ludzka jest niedoskonała dlatego warto przypomnieć wcześniejsze praktyki w polityce informacyjno-manipulacyjnej.

Nam przypomina to robienie z umysłu inwestorów pewnej rzeczy, którą (zupełnie w innym kontekście) opisał jeden z miesięczników, anonsując na okładce temat następująco:


_______________________________

Podpisanie listu intencyjnego

VENO SA podpisała list intencyjny w sprawie nabycia 100% udziałów w spółce produkującej elementy stylizacyjne do samochodów osobowych. Spółka posiada silną markę europejską, sieć dystrybutorów w całej Europie, a także jeden z najnowocześniejszych w Europie zakładów produkcyjnych.



_______________________________

VENO Automotive SA podpisała list intencyjny

Zarząd VENO SA poinformował iż wspólnie ze swoją spółką zależną VENO Automotive SA rozpoczął negocjacje umowy inwestycyjnej mającej na celu przejęcie 100% udziałów w spółce posiadającej kilkunastoletnie doświadczenie w budowie samochodów sportowych.



_______________________________

Podpisanie listu intencyjnego przez VENO SA

Zarząd VENO S.A. informuje, że w dniu 8 maja 2008 roku spółka VENO S.A. podpisała list intencyjny dotyczący negocjacji w sprawie nabycia do 51% udziałów w spółce świadczącej usługi internetowe



_______________________________

Podpisanie umowy inwestycyjnej przez spółkę zależną

Zarząd Spółki VENO S.A., w nawiązaniu do raportu bieżącego 33/2008 z dnia 18 czerwca 2008 roku informuje, że w dniu 19 sierpnia 2008 została podpisana umowa inwestycyjna, w której spółka zależna Emitenta -VENO Automotive S.A. - zobowiązała się do współdziałania w celu doprowadzenia do połączenia spółki VENO Automotive S.A. z inną spółką kapitałową, której udziałowiec prowadził dotychczas działalność polegającą na produkcji samochodów sportowych.


_______________________________

Podpisanie listu intencyjnego

VENO SA podpisała w dniu wczorajszym list intencyjny w sprawie nabycia udziałów w spółce zajmującej się inwestycjami w zagraniczne podmioty produkujące supersamochody sportowe. Intencją stron jest m.in. zakończenie budowy, produkowanego dotychczas przez spółkę zależną VENO Automotive S.A., samochodu sportowego w oparciu o doświadczenia partnera.

Raport 13/2009 

_______________________________

Wspaniałomyślnie nie cytujemy raportu wg którego spółka negocjowała sprzedaż akcji po 30 gr / walor. Natomiast efekt ww. umów i listów jest oczywiście w każdym wypadku taki sam - do niczego nie doszło...

środa, 13 października 2010

Kuich: My nie robimy żadnego superauta

Okazało się, że mylą się wszyscy się: akcjonariusze, inwestorzy, obserwatorzy. Oberwało się też dziennikarzom. Te pismaki nie wiedzą o czym i o kim piszą!


– Wszędzie, gdzie tylko mogę, podkreślam, że VENO S.A. nie równa się Veno Automotive, ale nawet dziennikarze mylą się często pisząc, że to supercar jest naszym flagowym produktem i niejednokrotnie przypisując nam budowę superauta. My nie prowadzimy działalności produkcyjnej (...)
____________________

Nie dziwimy się, że prezes nie zna statutu firmy, którą "zarządza". Jaka firma taki prezes i jego kompetencje. Tylko w jakim celu rok temu szumnie ogłoszono Raporcie EBI, że spółka w KRSie dopisała produkcję aut osobowych? Ktoś miał się na to nabrać? Akcjonariusze, inwestorzy, dziennikarze? Faktycznie - udało się zrobić z nas wszystkich idiotów.



____________________

Jak już wiadomo - wszyscy się mylą. No, ale jak trzeba było szukać rozgłosu i pieniążków na kolejne emisje, to mowa w mediach była trochę inna. Komuś bardzo zależało na podbiciu kursu?

Robimy ekskluzywny samochód sportowy, piekielnie szybki, piękny i podrasowany w wersji roadster oraz coupé. Opływający w bajery — zapewnia Arkadiusz Kuich, prezes Veno

- Zdziwiłby się pan, jak wielkie firmy pytały nas o ten samochód. Mamy e-maile z krajów arabskich, z Polski zgłosiło się kilka dużych nazwisk. Pierwsze umowy zostaną podpisane lada dzień — podkreśla Arkadiusz Kuich.
Straszono nawet, że jeśli inwestorzy nie sypną groszem na emisje VENO SA, to z superauta nici.

Obecny etap prac jest już wysoce zaawansowany i w związku z tym ukończenie prototypu jest planowane na 3 kwartał tego roku. Także powodzenie obecnej emisji akcji w znacznej części przyczyni się do dotrzymania terminu zaprezentowania samochodu.
____________________

Cóż... Dzisiaj już tak brzydko pachnie wokół VENO, że faktycznie trzeba szukać nowej nazwy. A zgodnie ze złożoną publicznie obietnicą ze spółką Veno Automotive trzeba będzie się w miarę szybko pożegnać.

Inwestor:  Czy VENO S.A. przewiduje sprzedaż posiadanych akcji AutoGroup S.A. lub Veno Automotive S.A. przed debiutem tych spółek NewConnect?

VENO: Tak. Zgodnie z aktualną strategią będziemy się starali posiadać nie więcej niż 30% udziałów.


niedziela, 10 października 2010